jesteś w:
Tragedia Emilii, żony i służącej - Kamila Kapiszka
Shakepspeare uczy, bawi i wzrusza. Każdy, kto próbuje to zanegować, staje się skazany na swego rodzaju intelektualny ostracyzm. Dylematy Hamleta, zazdrość Otella, szaleństwo Leara, czy miłość Romea i Julii przeszły do historii literatury i mają tam bezpieczne miejsce. Dlatego właśnie w ramach cyklu „Z drugiego planu” nie będziemy się nimi zajmować. Przedstawimy mniej popularne, ale jakże ważne postaci istniejące w tle protagonistów. Pokażemy, że one też uczą, bawią i wzruszają. Dziś Emilia!
Akt I
Emilia, żona Jagona.
Próżno by mówić o Otellu nie rozważając losów Desdemony. Opisując koleje poczynań Jagona nie ma się takich skrupułów. Jednak kobieta u jego boku jest i wbrew pozorom odgrywa bardzo tragiczną rolę. Marionetkowa, nieświadoma postać, którą chętniej widziano by bardziej zarysowaną, dobitniejszą. Wtedy można by wierzyć, że rozumie i widzi więcej, można by dostrzec przebiegły błysk w jej oczach, uśmieszek konspiracji, posłyszeć ciche szepty domowego zacisza. Można by wszystko złożyć na karb chyżej, przebiegłej natury, oskarżyć o knowania z małżonkiem. Oskarżyć, osądzić, skazać. Tymczasem mamy Emilię taką, jakiej współczujemy i jaką szybko zapominamy. Poczciwą, naiwną i głupią.
Akt II
Emilia, kobieta pomocna
Analizując poczynania Jagona, kiedy to zasadzał w Maurze weneckim ziarno zazdrości, a potem je starannie pielęgnował, dostrzegamy jak niewiele było potrzeba tej roślinie do zakwitnięcia krwawym kolorem czerwieni. Aż pot wstępuje na nasze czoła, gdy przypatrujemy się tej przebiegłej intrydze. Szczęśliwie mamy chustkę, którą możemy otrzeć krople zdenerwowania. Miała ją też Desdemona. Chciał mieć Jago. Emilia znalazłszy chustkę, przekazała ją mężowi. Usłużna, pomocna kobieta spełniła niezrozumiałą dla siebie prośbę mężczyzny. Zabrakło jej roztropności i cienia podejrzeń. Zabrakło charakteru.
Akt III
Emilia, służąca swej pani
Poza incydentem podprowadzenia chusty (z zamiarem zwrotu, niemalże niewinnie) Emilia dobrze służyła Desdemonie. Kochała to dziewczę i podziwiała jej miłość, jej prawość, jej cnotę. Była przy niej, doradzała, tłumaczyła. Była najbliżej pięknej córki Brabantia, najlepiej znała zakamarki jej czystej duszy. Tym bardziej później musiała czuć się winna. Tym cięższą odpowiedzialność nałożyła na swe barki.
Akt IV
Emilia, sędzia sprawiedliwy
Emilii oczy i rozum przesłaniają mary iście poczciwe. Kobieta chce widzieć świat dobrym, kolorowym, poukładanym. Wyczuwa zło, obłudę, podstęp, ale jej zmysł nie jest na tyle wyostrzony, by je zlokalizować. Co więcej, jej czysty umysł nie dopuszcza do siebie jakichkolwiek podejrzeń. Zupełnie jakby wiedziała, że zło, owszem istnieje, ale nie tu, nie blisko, nie przy niej. Dziwią ją i złoszczą wszelkie echa nieprawości, ślady intrygi. Jej wściekłość nabiera mocy w rozmowie z mężem, kiedy to przeklina i zwymyśla łajdaka zatruwającego związek pięknej Desdemony. Aż dziw bierze jakie okrutne wizje zrodziły się w tej niepozornej kobiecie, gdy nieświadomie patrząc w oczy łotrowi, wyliczała kary jakie spaść powinny na obłudnika.
Akt V
Emilia, ofiara Jagona
Finał jest szybki i bolesny. Powieki Emilii zostały szeroko rozwarte. Ona już wie, ale jeszcze nie chce uwierzyć. Zdaje sobie sprawę ze swojej naiwności, widzi wreszcie męża, takim jaki był naprawdę, podłym, wyrachowanym, przebiegłym. Wyjawia jego poczynania i winy. Zostaje porwana przez wir huraganu, w którego centrum cały czas się znajdowała. Kona obok ciała swojej pani. Bardziej niż inni oszukana, zwiedziona. Obarczona balastem swojej poczciwej nieświadomości. Bardziej tragiczna. Bardziej winna.
Kamila Kapiszka






