jesteś w:
Mając dziś w zanadrzu dwie refleksje, dobrą i złą, zacznę od tej złej, by spotęgować słodycz dobrej.
Trzeci sierpnia upłynął na Festiwalu pod znakiem „Snu nocy letniej”. Miłośnicy tej sztuki mogli zobaczyć dwie zupełnie różne jej realizacje. Watermill Center pokazało czystą komedię. Publiczność klaskała w trakcie, a aktorzy przerysowywali postaci. W zupełnej kontrze zaistniał spektakl z Akademii Teatralnej w Warszawie stworzony w duchu idei Jana Kotta. Pozornie odczytywany jako komedia dramat odkrywa mroczne międzyludzkie zależności. Szczerze mówiąc, trudno nazwać to, co zobaczyliśmy na scenie „Snem nocy letniej”. Wycięto zupełnie wątek kochanków. Widzowie nie pośmieją się z perypetii czwórki młodych ludzi, nie wzruszą miłosnym happy endem. Dostaną jednak intrygujący zamiennik. Fabuła została ograniczona do konfliktu między Oberonem i Tytanią, który ewoluuje w niebezpieczną stronę.
Oglądanie spektaklu The Wooster Group jest jak ćwiczenie z percepcji: znajdź jak najwięcej szczegółów różniących dwa obrazki; z tą różnica, że tutaj „obrazków” do porównywania jest więcej. Tło sceny zajmuje duży ekran, na którym wyświetlana będzie filmowa wersja „Hamleta” z sześćdziesiątego czwartego roku, wyreżyserowana przez Johna Gielguda, z Richardem Burtonem w roli tytułowej. Spektakl jako „teatrofilm” był retransmitowany przez dwa wieczory i prezentowany w dwóch tysiącach sal kinowych na obszarze całych Stanów. Przedsięwzięcie jak najbardziej w stylu i na skalę amerykańska. W spektaklu the Wooster Group aktorzy będą śledzić cały czas nagranie pełnej wersji tego spektaklu-wydarzenia, wyświetlane na sześciu niedużych ekranach zawieszonych w wyższej partii konstrukcji scenografii (jeden ekran zamontowany jest nisko na proscenium). Dzięki temu rozplanowaniu aktorzy, niezależnie od miejsca na scenie, w ktorym się znajdują, mogą kontrolować swój ruch, „uzgadniać” gesty z obrazem. Bo własnie na tym opierać się będzie ruch sceniczny postaci – na nieustannej koordynacji pozycji ciała i mimiki z tą, jaka utrwalona została na taśmie filmowej. Choreografia tym bardziej złożona, że taśma oprócz szybkich przeskoków do następnego kadru (rzecz sztuce filmowej właściwa), została poprzecinana licznymi pauzami.
W programach reklamujących „Sen nocy letniej” w wykonaniu Grupy Teatralnej Propeller (Teatr The Watermill z Wielkiej Brytanii) zamieszczony jest fragment recenzji z „The Guardiana”: „Jeśli spotkam się z lepszymi przedstawieniami tej sztuki w tym roku lub nawet w ciągu kilku przyszłych lat, będę zaskoczona. Fantastyczna, męska grupa Edwarda Halla Propeller powtórnie udowadnia wartość gry zespołowej oraz reżysera, który traktuje sztukę Szekspira jakby ta dopiero została napisana”. Po takich słowach możemy spodziewać się spektaklu błyskotliwego i ponadczasowego. Czy tak rzeczywiście jest?
Shakepspeare uczy, bawi i wzrusza. Każdy, kto próbuje to zanegować, staje się skazany na swego rodzaju intelektualny ostracyzm. Dylematy Hamleta, zazdrość Otella, szaleństwo Leara, czy miłość Romea i Julii przeszły do historii literatury i mają tam bezpieczne miejsce. Dlatego właśnie w ramach cyklu „Z drugiego planu” nie będziemy się nimi zajmować. Przedstawimy mniej popularne, ale jakże ważne postaci istniejące w tle protagonistów. Pokażemy, że one też uczą, bawią i wzruszają. Dziś Klaudiusz!




