jesteś w:
"Hamlet" z ekranu - Agata Brzózka
Spektakl The Wooster Group przekracza granice autonomicznych języków estetycznych, zestawia wiele mediów i dyskursów, odsyła do rozmaitych kontekstów kulturowych. Wszystkie te transformacje są logiczną konsekwencją i stanowią odzwierciedlenie przemian, jakie dokonały się w teatrze przez ostatnie półwiecze.
Pusta scena, ogromny ekran w centrum, na którym widnieje projekcja zakratowanej przestrzeni. Jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu widz otrzymuje przekaz: Dania jest więzieniem. Od tej hermetycznej rzeczywistości nie ma ucieczki, bohaterowie od początku są uwikłani w kontredans ról, ich los determinuje przeznaczenie, muszą grać do końca. Źródłem inspiracji i pierwowzorem spektaklu była broadwayowska adaptacja z 1964 roku w reżyserii Johna Gielguda. Hamleta zagrał tam Richard Burton. To właśnie z tą legendarną kreacją, z mitem wybitnej roli mierzy się przez cały spektakl Scott Shepherd.
Oglądając inscenizację Elizabeth LeCompte, dostrzegamy fundamentalne przeobrażenia, jakie dokonały się w kulturze i sztuce XXI wieku. Reżyserka posługuje się komunikacją multisensoryczną. Pierwsza część jest zdecydowanie przesycona efektami, które burzą koncentrację widza, przerażają swoją intensywnością i wyrazistością. Na małej scenie znajduje się drewniany podest i szklane parawany. To za ich pomocą będzie wyznaczany kadr spektaklu, odwzorowany w każdym szczególe z czarno-białego ekranu. Na uwagę zasługują efekty wideo, oświetlenie i sterowanie modulacją głosu. Dzięki tym zabiegom przestrzeń gry nabiera coraz to nowych wymiarów, podlega nieustannym modyfikacjom. Tempo gry jest niezwykle szybkie, błyskawicznie zmieniają się dekoracje i kształt przestrzeni, piętrzą się sensy i znaczenia. Głównymi bohaterami są tu niewątpliwie aktorzy broadwayowskiej adaptacji – efemeryczne duchy przeszłości. Artyści The Wooster Group próbują zmierzyć się z legendarnymi postaciami, wielkimi aktorami, mitem Hamleta. Grają ich i grają z nimi, wychodzi im to jednak nieudolnie. Nie mogą zsynchronizować gestów i słów. Są tylko i wyłącznie karykaturami, marnymi kopiami swoich poprzedników. Bohaterowie Szekspira stają się polifoniczni, raz mówią głosami Richarda Burtona, Johna Gielguda, raz Scotta Shepherda i Ari Fliakosa.
Druga część spektaklu stanowi punkt zwrotny. Aktorzy coraz lepiej wchodzą w swoje role, stają się niemalże autonomicznymi postaciami, nabierają ludzkich cech. Z każdą chwilą redukują się zapożyczenia z przedstawienia Johna Gielguda, na rzecz nowego „Hamleta”, który tworzy się na oczach widzów. Niewątpliwym atutem spektaklu są awangardowe kostiumy i muzyka zespołu Fischerspooner.
Tekst Szekspira został wypowiedziany na scenie niemal w oryginalnym kształcie, zyskał jednak nowe, bardzo współczesne znaczenie. The Wooster Group dokonała radykalnego przeformułowania tradycyjnego wyobrażenia o sztuce scenicznej i tym sposobem stworzyła „Hamleta” na miarę naszych czasów.
Agata Brzózka






